18 października 2021

Zamach stanu w USA

Jeśli ktokolwiek będzie miał wątpliwości co do zasadności użytych w tytule sformułowań powinien poprzedzić jego lekturę zapoznaniem się z definicjami „terroryzmu” i „zamachu stanu”. Zjawiska jakie obserwujemy wokół wyborów prezydenckich w USA 2020 wypełniają obydwie definicje w sposób wystarczający. Nie wypełniają jednak zasady, od przypomnienia której powinna zacząć się każda poważna debata na temat procesu wyborczego w kraju traktowanym jako demokratyczny.

Czy Ameryka wybrała prezydenta, na którego swój ważny głos oddali uprawnieni do tego wyborcy?

Stany Zjednoczone były dotąd uważane za główny bastion zachodniej demokracji. Za wzór i najlepszy przykład tego, jak powinien przebiegać uczciwy proces wyłaniania władz z udziałem demosu. Stwarzano przynajmniej takie pozory. Podczas ostatnich wyborów z jakichkolwiek pozorów zrezygnowano. Były wiceprezydent USA, Joe Biden, który w trakcie kampanii często nie potrafił sklecić kilku poprawnych logicznie zdań, mylił imiona członków własnej rodziny, a na jego wiece przychodziło po 20, w porywach 30 osób, miał podobno zdobyć rekordowe 75 milionów głosów. Najwięcej głosów w całej historii amerykańskich wyborów! O ponad 5 milionów więcej niż w 2008 roku uzyskał potrafiący porywać tłumy urodzony mówca- Barack Obama (tego wyniku nie Obama nie powtórzył już w 2012 r. otrzymująć niespełna 66 milionów głosów). Media na ten temat zgodnie milczą. Dziennikarze i publicyści nie próbują nawet analizować fenomenu wyborczego Joe Bidena, któremu pod względem skuteczności do pięt nie dorósł jego były szef, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, dwukrotny prezydent USA.

Powyższa wyborcza „anomalia” powinna być przedmiotem gorących debat, wnikliwych ekspertyz, pogłębionych analiz. Jak to zrobił „Sleepy Joe”? Przecież każdy polityczny lider chciałby to wiedzieć. Każdy skuteczny polityk musi to wiedzieć!

Bijący rekordy popularności, uwielbiany w amerykańskich interiorze, gromadzący na swoich wiecach dziesiątki tysięcy wyborców (w końcówce kampanii po kilka wieców dziennie) Donald J. Trump po świetnej prezydenturze zdobywa zaledwie 71 milionów głosów.

Według ONZ terroryzm to „różnie umotywowane ideologicznie, planowane i zorganizowane działania pojedynczych osób lub grup skutkujące naruszeniem istniejącego porządku prawnego, podjęte w celu wymuszenia od władz państwowych i społeczeństwa określonych zachowań i świadczeń, często naruszające dobra osób postronnych.” Encyklopedia PWN zamach stanu definiuje jako „nazwę nadawaną niektórym przestępstwom politycznym, jak zamach na niepodległość państwa, sprzeczną z prawem akcję mająca na celu obalenie przemocą legalnych organów władzy i przejęcie władzy w państwie.”

Liczba i skala systemowych nieprawidłowości w wyborach prezydenckich 2020 są trudne do wyobrażenia w dojrzałej demokracji. Chociaż być może są już stałym elementem dojrzałych demokracji, a podczas amerykańskich wyborów przypadkiem przedostały się do części mediów. Szczegóły tego co stało się w USA znajdziemy w przygotowywanych przez Partię Republikańską pozwach sądowych. Jednak dziś już wiemy, że doszło do nagłego wzrostu liczby głosów w stanach newralgicznych takich jak Georgia, Pensylwania, Michigan, Wisconsin, gdzie Donald Trump miał wyraźną przewagę, która w dzień lub dwa po wyborach nagle zaczęła topnieć. Mówi się o pojawiających się w cudowny sposób ponad 130.000 głosów w Detroit czy 250.000 głosów w Wirginii. O tysiącach zmarłych „głosujących” w Arizonie czy Pensylwanii- wszystkie oddane na kandydata Demokratów. Wybory żywych trupów.

Konserwatywne media donoszą, że w systemie komputerowym obsługującym wybory pojawiła się „usterka” polegająca na przekierowaniu głosów oddanych formalnie na Donalda Trumpa na konto kandydata Demokratów. W ten sposób 6.000 głosów przeszło na „Śpiącego Joe” w Antrim County w stanie Michigan. Identyczny system operacyjny był używany w 47 innych okręgach tego stanu. Sprawa „usterki” technicznej w cudowny sposób dosypującej głosy Joe Bidenowi kosztem prezydenta Trumpa może dotyczyć aż 30 z 50 amerykańskich stanów.

W sieci pojawiają się informacje o dziesiątkach tysięcy zaginionych karto do głosowania i filmy pokazujące setki tychże w workach i koszach na śmieci- głosy w większości oddane na Donalda J. Trumpa.  Władze Detroit nakazały zasłonięcie okien podczas liczenia kart. W wielu stanach obserwatorom z ramienia Partii Republikańskiej uniemożliwiono wzięcie udziału w obserwacji zliczania pomimo jednoznacznych przepisów czy nawet nakazów sądowych w tej sprawie.

„Jeśli pozwolimy na to, żeby głosowali martwi ludzie, jeśli pozwolimy, żeby w danym stanie głosowali ludzie, którzy wyprowadzili się z danego stanu, jeśli pozwolimy żeby zliczane były głosy nielegalne bez zapewnienia wymaganych prawnie transparentności i nadzoru, Republikanie nie wygrają jakichkolwiek wyborów nigdy więcej. Nie ma przyszłości dla Partii Republikańskiej, jeśli nie zacznie walczyć w tym krytycznym momencie”- powiedział komentator stacji FOX News przybliżając nam praktyczny wymiar obecnych nieprawidłowości wyborczych, rysując obraz nieubłaganego końca demokracji w Stanach Zjednoczonych w obecnym jej kształcie.  

„To pierwszy przypadek w historii Ameryki, że partia polityczna w sposób systematyczny próbuje wygrać wybory po wyborach”- opisał działania Demokratów członek Izby Reprezentantów z ramienia Partii Republikańskiej Jim Jordan.  

Podczas oficjalnego przemówienia (podobno) najpotężniejszego człowieka świata z centrum prasowego Białego Domu, kiedy próbował on poinformować społeczeństwo amerykańskie o nieprawidłowościach i nadużyciach wyborczych, stacja CNBC przerwała transmisję. Ustami prezentera telewizyjnego stwierdziła, że to co mówi prezydent Stanów Zjednoczonych w większości jest nieprawdą. Twitter systematycznie cenzuruje wpisy Donalda J. Trumpa opisując je jako „wprowadzające w błąd”.

Z przerażeniem przyglądamy się jak największe stacje amerykańskie a za nimi pomniejsze media ogłaszają zwycięstwo kandydata Demokratów bez podjęcia najmniejszej choćby próby weryfikacji tysięcy nieprawidłowości do jakich doszło podczas amerykańskiej elekcji.

„Zwycięstwo Bidena ogłosiła w sobotę agencja Associated Press. Podobną decyzję podjęły telewizje CNN, NBC i Fox News”- napisał portal wPolityce potwierdzając, być może nie do końca świadomie, mechanizmy działania potężniejszej od amerykańskiej administracji dyktatury medialnej.  Prezydentem-elektem Joe Bidena ogłosiła również Wikipedia, zamieszczając stosowny wpis na stronie z listą amerykańskich prezydentów. Wynik wyborów został przesądzony.

Działania mediów podczas nadal niezakończonego prawomocnymi orzeczeniami procesu wyborczego w USA AD 2020 wypełniają przytoczoną powyżej definicję aktów terrorystycznych przy użyciu soft power pozbawionej jakiejkolwiek subtelności. Jeśli przeanalizujemy nieprzypadkowe działania okołowyborcze nadzorowane i realizowane przez związanych z Partią Demokratyczną polityków i pracowników administracji miast odpowiedzialnych za przygotowanie wyborów musimy dojść do przekonania, że w Stanach Zjednoczonych Ameryki doszło właśnie do próby przeprowadzenia politycznego zamachu stanu przy użyciu fałszerstwa wyborczego na skalę dotąd nie znaną amerykańskiemu systemowi. Co gorsza dzieje się to przy współudziale mediów, finansjery i technologicznych korporacji, z przyzwoleniem i aktywnym poparciem politycznych liderów Ameryki i Europy.

Zwolennicy Joe Bidena wylegli na ulice Waszyngtonu, Nowego Jorku, Filadelfii, tańcząc, wiwatując, fetując cud nad amerykańskimi urnami wyborczymi. Obecni przywódcy światowi wliczając Angelę Merkel, Emmanuela Macrona, Borisa Johnsona, Justin Trudeau, Billa Clintona i byli prezydenci- Baracka Obamę, zdążyli złożyć gratulacje zatwierdzonemu przez główne amerykańskie media 46 prezydentowi Ameryki. Nic już nie stoi na przeszkodzie dalszemu wprowadzeniu Nowej Normalności.

„A więc tak umiera wolność. Wśród burzy oklasków.”

Być może to już ostatnia, mająca pozory demokratycznej, batalia wyborcza w świecie Zachodu. Przyglądajcie się uważnie.

SAD

Foto: Creative Commons, Zoonar A. Makarov