18 października 2021

Wojna w zastępstwie pandemii

Ponad 42 tysiące lekkich pojazdów taktycznych, ponad 22 tysiące pojazdów Humvees (Hummerów wojskowych), prawie 1000 transporterów odpornych na wybuchy min (pojazdów MRAP) prawie 200 transporterów opancerzonych, ponad 1000 ciężkich wozów zabezpieczenia technicznego. Idąc dalej: 110 helikopterów, 60 samolotów transportowych, 20 lekkich myśliwców, 18 samolotów rozpoznania i zwiadu,.

Ponad 350 tysięcy broni maszynowej i długiej (M16, M4, AK-47, karabinów snajperskich), prawie 65 tys. ciężkich karabinów maszynowych (M249, M240, RPK7), ponad 12 tys. granatników i drugie tyle strzelb, prawie 10 tys. ręcznych granatników przeciwpancernych (RPG-7, SPG-9), ponad 2,5 tys. armat 60mm, 82 mm i 122 mm. To nie wszystko. Ponad 16 tysięcy systemów noktowizyjnych (PVS-14, PVS-7, ANVIS-6, ANVIS-9), oraz urządzenia biometryczne, które według oświadczeń republikańskiego kongresmena Jima Banksa, „zawierają odciski palców i skany tęczówek, dane biograficzne wszystkich Afgańczyków, którzy pomagali Ameryce i byli po stronie amerykańskiej przez ostatnie 20 lat.”

Armia amerykańska pozostawiła do dyspozycji talibom sprzęt, amunicję i wyposażenie militarne warte ponad 85 miliardów dolarów. Mówienie o tym, że to talibowie, przeciwko którym USA prowadziło wojnę przez ostatnie dwie dekady, „przejęli amerykańskie uzbrojenie” jest nieporozumieniem. Wywiad amerykański oraz administracja Joe Bidena musieli w pełni zdawać sobie sprawę z konsekwencji decyzji o terminie i formie ewakuacji sił zbrojnych USA, których byliśmy świadkami w połowie sierpnia 2021 r.

Ponad dwukrotnie większy od Polski, głównie górzysty, 38 milionowy Afganistan staje się jednym z najpoważniejszych na Bliskim Wschodzie militarnym graczem. Dzięki uzbrojeniu pozostawionemu przez administrację prezydenta Joe Bidena afgańscy talibowie stanowią obecnie jedną z 15 najlepiej uzbrojonych armii świata. Daleko lepiej uzbrojoną od armii polskiej.

Po panicznym wycofaniu się sił zbrojnych USA i zajęciu Kabulu przez talibów, Afganistan stał się niezatapialnym lotniskowcem islamskiego terroryzmu na Bliskim i Środkowym Wschodzie, gdzie bezpieczną przystań znajdą przedstawiciele Państwa Islamskiego, terroryści z Pakistanu, Libanu, Syrii wszystkich krajów Lewantu.  

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej jest pokłosiem ostatnich wydarzeń w Afganistanie, nie tylko w warstwie narracyjnej i medialnej – to z Afganistanu, pieszo, pokonując w dwa dni ponad 5 tys. kilometrów z kotem, mieli przedostawać się uchodźcy, których życie pod rządami talibów miało być śmiertelnie zagrożone. Z informacji jakie obecnie do nas docierają wynika, że gromadzone z pomocą białoruskich pograniczników grupki mężczyzn mają pochodzić z Iraku, skąd samolotami są transportowane jako „afgańscy uchodźcy”. W państwie dyktatorskim takim jak Białoruś element kontroli granic jest kwestią strategicznie kluczową. Nikt bez wiedzy i zgody Mińska na teren tego państwa przedostać się raczej nie może- z pewnością nie w takiej liczbie, i to pod nosem białoruskich żołnierzy SOP.

Zajścia na granicy polsko-białoruskiej, w przeciwieństwie do prowokacji antyszczepionkowych w Poznaniu i Zamościu, o czym mówił prezes Kaczyński, są z pewnością elementem wojny hybrydowej. Biorąc pod uwagę element islamski zamiast zielonych ludzików w prowadzonej operacji na naszej wschodniej granicy oraz dogasający w tempie ekspresowym projekt pandemiczny COVID-19, możemy wnioskować, iż działania te są początkiem większej operacji wykorzystującej środowiska terrorystyczne, w tym obecne od 2015 w państwa Europy Zachodniej grupy nachodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki, do uruchomienia elementu wojny kinetycznej ze społeczeństwami europejskimi.

Lokalnym pandemistom w Polsce, którym nie udało się wykreować antyszczepionkowych terrorystów działających z poruczeń Moskwy, z pomocą przyszli pandemiści globalni, kreujący element wojny hybrydowej na granicy polsko- białoruskiej z wykorzystaniem czynnika islamskiego. O możliwym wykorzystaniu wojny kinetycznej, wykorzystaniu wojny w wydaniu klasycznym w miejsce wygasającej pandemii celem dalszego zniewalania społeczeństw, odbierania praw, majątku, wpływu na władzę i możliwości jakiegokolwiek sprzeciwu, staram się alarmować od kilku miesięcy.

Od ponad półtora roku rządy państw zachodnich znajdują się w stanie cichej wojny z własnymi społeczeństwami, wojny dezinformacyjnej, wojny fałszywej propagandy, wojny prawnej, wojny biofarmaceutycznej i cybernetycznej. Wygasającemu projektowi pandemicznemu, co do którego mieszkańcy państw kręgu cywilizacji zachodniej mają coraz większe wątpliwości, potrzebne jest nowe paliwo. Potrzebne są też nowe narzędzia do zniewalania i odbierania woli działania jednostkom i narodom. Szereg klasycznych, lokalnych konfliktów zbrojnych jest na obecnym etapie pandemii narzędziem idealnym.

W nagraniach z restauracji Sowa i Przyjaciele premier Mateusz Morawiecki (wówczas jeszcze prezes jednego z polskich baków) powiedział:

„Najlepszym sposobem zawsze była wojna. Wojna zmienia perspektywę w pięć minut.”

Pandemiści mogli uznać, że bardziej skuteczną w prowadzeniu Rewolucji Pandemicznej od wirusa będzie klasyczna wojna kinetyczna. Terroryści i różnokolorowe ludziki właśnie gromadzą się u granic, próbując je sforsować w ramach działań konfliktu hybrydowego. Czas wyprowadzić na ulice wojska i żołnierzy WOT. Dla naszego dobra, oczywiście.

SAD